sobota, 29 września 2012

ppl = shit



Są dni w których mam sobie ochotę odstrzelić łeb z większa ochotą niż zwykle. Dziś jest chyba jeden z takowych. Naszła mnie nagła refleksja, związana z moimi poczynaniami na płaszczyźnie parania się piórem, chociaż w tym przypadku odpowiedniejsze byłoby zapewne wspomnienie klawiatury, obowiązkowo z okruszkami, obowiązkowo ciemną nocą i z pozycji embrionalnej na łóżku - owszem, da się. Siedzę, piszę o tym w jaki sposób uczucie jest w stanie ukształtować człowieka i przypominam sobie moją irytacje w momencie, kiedy to z każdą kolejną korektą czułam, że napisany przeze mnie tekst jest coraz mniej 'mój'. Czujecie to? Tę głupią rozterkę, czy do cholery nie wstydzę się pod tym podpisać z imienia i nazwiska? Pewnie w tym momencie wchodzę już w jakieś dywagacje na całkowicie kosmicznej płaszczyźnie, ale czułam się jakbym urodziła córkę, oddała ją do szkoły z internatem i po zakończeniu edukacji nie potrafiła znaleźć z nią wspólnych horyzontów. Przegrane życie - tak często ostatnio ta fraza gości w moich ustach.  Pamiętam też minę, którą zrobiłam do monitora po przeczytaniu maila od naczelnej 'Pani Natalio, jest pani zbyt poetycka, poprosimy następnym razem o powściągnięcie uczuć, niech będzie bardziej surowo".  Jest więc surowo, ale przy okazji miałko i patetycznie... czyli ogólnie najgorzej na świecie. I teraz pytanie...czy zawalił mi się świat, bo uświadomiłam sobie, że moja wizja odzwierciedlania siebie dla innych nie pokrywa się z wizjami ogólno przyjętymi? Ciężko mi powiedzieć, ale na pewno na tyle ostudziło to mój zapał, który nie jest słomiany!, do tego stopnia, że zaprzestałam. Poniżej próbka - tak, taka po 10 korektach - tylko dla ludzi o mocnych nerwach. 




Sztuka godzenia się

Poczucie winy podobno osłabia nasz układ immunologiczny. Po co narażać się więc na niepotrzebne zmartwienia? Dlaczego nasza kobieca duma nie pozwala nam czasem ustąpić, puścić pewnych rzeczy w niepamięć?
Uparta czy zapobiegawcza?
Nie lubimy, i w większość przypadków, niestety nie potrafimy przegrywać. Każda z nas z pozoru szuka oparcia, ale ludzka natura zakorzeniła w nas żyłkę rywalizacji. Uwielbiamy się zakładać, grać w loteriach, i przede wszystkim, być górą w naszym codziennym życiu. Przypomnijcie sobie teraz, ile razy podczas kłótni z partnerem, w ferworze sprzeczki, zapominałyście, o co tak naprawdę Wam poszło ? Uświadamiałyście sobie, że przedmiot sporu  jest rzeczą zupełnie błahą ? Niejednokrotnie, prawda?  Najczęściej, sama świadomość takiej sytuacji, nie robi na nas jednak wrażenia. Nadal brniemy twardo w nasze racje. Ciężko jest nam przyznać się do błędu. Nie chcemy ukazywać ukochanej osobie oznak słabości. Boimy się, że wykorzysta ona naszą wpadkę i będzie nam ją wypominać przez długie lata, rzecz jasna w towarzystwie. Dbałość o pozory wygrywa w tym przypadku nierówną walkę ze szczerością. Nie powinnyśmy do tego dopuszczać.
Spróbujmy jeszcze raz…
Złość przybiera różne formy, ale nie trwa wiecznie. Gdy już się z nią uporamy warto pomyśleć o rozejmie. Odstawmy więc smutne piosenki o trudnej miłości, posklejajmy to, co pozostało ze wspólnych fotografii i opracujmy taktykę. Tak, taktykę! W takim momencie lepiej nie narażać się na niepotrzebne ryzyko wpadki. Pomysł ustalenia planu działania, pomimo że może wydawać się dosyć abstrakcyjny, na pewno nie zaszkodzi. 
Jak się za to zabrać?
Kłótnie mają wiele podłoży i każda z nas ma zapewne opracowany swój osobisty system kar. Gdy jednak damy już naszej złości upust – pozwólmy się przeprosić. Nie chowajmy urazy w przypadkach, gdzie nie jest to konieczne. Szkoda życia na bezsensowne ciche dni. To samo tyczy się pieniędzy, które zapewne wydamy na długie, pełne marudzenia i gorzkich słów telefony do przyjaciółek. 
Kilka wskazówek
Po pierwsze, nie krzycz. Równocześnie jednak nie pozwól, by to Twój partner podnosił na Ciebie głos. Do niczego dobrego Was to nie zaprowadzi. Gdy jednak taka sytuacja ma miejsce, miej świadomość, że zwiastuje ona głębsze podłoże Waszych problemów.
Ze spokojem wysłuchaj tego, co Twoja druga połówka ma Ci do powiedzenia. Nie wchodź mu w słowo. Nawet, gdy podczas jego tłumaczeń nasuwa Ci się masa komentarzy – poczekaj. Tym sposobem nie tylko okażesz szacunek, ale również dasz sobie czas na to, by głębiej przemyśleć to, co masz do przekazania. W tym przypadku każda dodatkowa minuta jest Twoją sojuszniczką. Nie unoś się gniewem, ale nie wierz też ślepo w słynne „liczenie do dziesięciu”, czy głębokie oddechy, które rzekomo mają ostudzić emocje. Każdy z nas inaczej reaguje na stres, dlatego też proponuje szukać bardziej uniwersalnych metod. Moim zdaniem optymalne jest w takiej sytuacji nasze niezawodne, co prawda dosyć zanieczyszczone, ale wciąż niezastąpione – świeże powietrze, czyli spacer. Chociażby krótki, przyśpieszający tętno, byle tylko być sam na sam z własnymi myślami.
Gdy wspólnie powrócicie do istoty problemu – miej otwarty umysł. Bądź silna i nie daj się stłamsić. Mów otwarcie o tym, czego nie lubisz w partnerze, co Ci w nim przeszkadza. Powiedz głośno, jakich zmian oczekujesz i oczekuj od niego tego samego. Ulży Wam, a jasno wysyłane sygnały to skuteczna terapia szokowa. Szczerość zawsze jest dobrą drogą. Na niej łatwiej budować trwałe więzi.
To moja wina…
W przypadku, w którym nasza wina w sprawie jest niepodważalna, schowajmy dumę do kieszeni i wykażmy się odwagą. Wyjdźmy z inicjatywą i pokuśmy się o miły gest. Oczywiście, wagę przeprosin trzeba odpowiednio dostosować do przewinienia, ale myślę, że my kobiety nie musimy uciekać się do siłowo powielanych schematów. Bądźmy zaskakujące i niesztampowe, a dowiedziemy naszego szczerego poczucia winy oraz prawdziwości naszych uczuć, a przecież to o nie tak naprawdę chodzi. 
Happy end
Gdy wszystko się już wyjaśni i wróci do normy, to gwarantuję, że wreszcie docenicie, jak przyjemnie jest się godzić. Oby tylko ta świadomość nie skłaniała nas do coraz to częstszych sprzeczek, bo jak zdążyłyśmy już ustalić, wymagają one całego szeregu działań, do których niełatwo się potem zmusić. Szczególnie, kiedy musimy same przed sobą przyznać się do błędu. Strońmy więc od kłótni, a gdy mimowolnie dopuścimy do rozpętania się małej, domowej wojny nie traćmy zdrowego rozsądku i odwagi. To złote połączenie wskaże nam właściwą drogę.

N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz